Rejestracja | Logowanie | Poczta
Koło PZW nr 29 w Kobyłce
Strona głównaKontaktGaleriaSzkółka wędkarskaRelacje z zawodówTerminarzDrużyna
Wyszukiwanie
Ostatnie wpisy Aktualności
mariusz wasilewski
(Koło PZW nr 29 w Kobyłce)
mariusz wasilewski
(Koło PZW nr 29 w Kobyłce)
Piotr Żebrowski
(Koło PZW nr 29 w Kobyłce)
Maciej Kuczko
(Koło PZW nr 29 w Kobyłce)
Czarek Pyzel
(Koło PZW nr 29 w Kobyłce)
 

Kleń nie dla każdego

Pierwszy trening nad Wisłą za nami. Po raz kolejnym miejscem rzecznej inauguracji sezonu były teren w pobliżu Spójni, która jak to ma w swoim zwyczaju bardzo brutalnie zweryfikowała wyobrażenie niektórych z nas o łatwych rybach z wiosennej dużej rzeki.

Tym razem najmocniej oberwało się mnie i Piotrkowi. O tym dlaczego troszeczkę później...


 

Wyjazd nad Wisłę planowaliśmy od dłuższego czasu, dlatego nie można tutaj mówić o treningu z przypadku, bez odpowiednich przygotowań. Nic z tych rzeczy. Sobotni wyjazd poprzedził wielokrotny zwiad, zarówno brzegu jak i sklepów wędkarskich, w których pierwsze osoby zostawiały świeże wieści o tym co i jak bierze nad Wisłą. Bogatsi o plik pewnych i mniej pewnych informacji w sobotę rano stawiliśmy się na bulwarze. Przywitała nas podejrzana pogoda (duszno, wręcz parno i mżawka), ale mimo to wierzyliśmy, że zgodnie z prognozami do południa nie zacznie mocniej padać. Na miejscu spotkaliśmy Radka Wysockiego, który przybył godzinę nami, kilka minut po 7:00 był już gotowy do łowienia. Radek ustawił się najniżej z nas wszystkich i łowił 11 metrowym wędziskiem.

 

My dość długo i konsekwentnie korzystaliśmy z możliwości wyboru odpowiedniego miejsca i dopiero po kilkunastu minutach gruntowania wytypowaliśmy nasze stanowiska. Najwyżej usiadł Piotrek, w środku ja, a najniżej Łukasz.

 

Zanęta z gliną była już prawie gotowa, więc pozostało nam tylko dobrać odpowiednie zestawy, rozłożyć resztę akcesoriów i przystąpić do lepienia kul. Jak się później okazało był to chyba najważniejszy moment całego treningu - przynajmniej dla mnie. Zbyt lekceważąco podszedłem do uciągu i nieodpowiednio dokleiłem towar. Do 8 kg gliny i 3 kg zanęty dodałem 1 kg Lianta Collera (stanowczo za mało!) i niecały kilogram żwiru, przez co ryby utrzymały się w moim stanowisku tylko przez kilkanaście minut. Łukasz dodał 2 kg kleju do podobnej ilości towaru i mimo tego, że wrzucił do wody dokładnie to samo, łowił na taką samą długość wędki (9 metrów), takim samym zestawem i zaledwie kilka metrów ode mnie miał ryby do samego końca. Wniosek jest prosty, ale i bardzo cenny - dzięki takim właśnie treningom wykluczamy ewentualne błędy na zawodach.

 

 

 

 

Tak jak wspominałem towaru w kotłach było sporo, dlatego wszyscy zgodnie wrzuciliśmy około 25 kul i rozpoczęliśmy łowienie. Z początku zarówno ja, jak i Łukasz odławialiśmy pojedyncze krapie i płotki. Piotrek stał na zero, a po chwili także ja przestałem łowić cokolwiek. Niestety z czasem zaczęła się psuć pogoda - sypnęło deszczem, mocniej powiało i zrobiło się chłodniej. Koło godziny 9:00 dołączył do nas Marcin Szubierajski (z tego miejsca dzięki za zdjęcia), który towarzyszył nam do samego końca treningu.

 

 

Z każdą godziną przepaść między Łukaszem, a mną i Piotrkiem rosła. Ja około godziny 11:00 całkowicie się poddałem i zacząłem zwijać sprzęt, lekko niedowierzając w rozmiary swojej porażki (7 ryb w 2,5h). Piotrek wytrwale przepływał przez stanowisko, czego finalnym efektem było 5 rybek. W przeciwieństwie do nas Łukasz nie spuszczał z tonu, za co został nagrodzony. Około 10:20 zaciął i wyholował przepięknego klenia. Ryba połakomiła się na 1 białego robaka, prowadzonego na 16 gramowym zestawie. Jego masę szacowaliśmy na 1.7-1.8 kg.

 

 

 

Ponadto w jego siatce zameldowało się kilka wymiarowych jazi, sporo pięknych płotek i mnóstwo krąpi.

Około 13:00 zaczał się zwijać Radek. On też solidnie połowił, co widać na zdjęciu poniżej. Charakterystyczne jest jednak to, że rybostan u Łukasza był bardzo różnorodony, zaś w siatce Radka medlowały się wyłącznie krąpie.

 

Godzinę później także my zakończyliśmy łowienie. Pozostało nam jeszcze sfotografowanie połowu najlepszego tego dnia Łukasza i powrót do domów.

 

 

Trening okazał się niezwykle przydatny. Ja co prawda nie połowiłem, ale po raz kolejny przekonałem się jak istotne jest prawidłowe doklejenie i podanie zanęty. Za tydzień będzie okazja, aby przekonać się czy odrobiłem pracę domową.



Napisał: Damian Furmańczyk

Osób na stronie: 2 - Odwiedzin: 898530